niedziela, 3 maja 2009

Granice do pokonania

Mechanizm podejmowania decyzji nie jest trudny do zgłębienia. Decyzjami kierują nasze emocje. Jeśli nasza „emocjonalna aparatura” działa bez zakłóceń to jesteśmy w stanie podejmować decyzje krótko i długoterminowe zgodnie z tym co uważamy za słuszne. Bardziej ciekawi mnie mechanizm wdrażania tych decyzji w życie. Często jest tak, że mimo wiedzy o dobrych skutkach danego postępowania nadal nie jesteśmy w stanie wdrożyć decyzji o jego podjęciu. W miarę prosto da się to wytłumaczyć w przypadku nałogów. Rzucenie palenia jest trudne. Palacz wie, że sobie szkodzi, że palenie pogarsza jakość jego życia, a jednak trudno mu wdrożyć decyzje o zmianie swego postępowania. Można to tłumaczyć fizycznym i psychicznym uzależnieniem od substancji i rytuału i w ten sposób problem rozwiązać. Niestety wiele więcej decyzji przed którymi stoimy każdego dnia nie poddaje się takiemu prostemu wytłumaczeniu. Odchudzanie, nauka języków obcych, pójście do dentysty, oszczędzanie zamiast zadłużania się i wiele innych. Okazuje się, że sama wiedza o niekorzystnym wpływie status quo nie wystarcza do jego zmiany. Odkrycie banalne, ale pozwala nam przyjrzeć się bliżej tej „niemocy”.

Klucz leży nie tyle w samej decyzji co w zmianie paradygmatu. Przesunięcie od „dobrze by było, gdyby było inaczej” do „co powinienem zrobić by było inaczej”. W pierwszej wersji po prostu uznajemy fakt, że nie jest tak jakbyśmy chcieli. Jednak nie robimy nic by to zmienić. Być może tłumaczymy to niedostatkiem zasobów takich jak czas lub pieniądze, a być może czekamy na jakiś opad losu, który postawi nas w żądanej sytuacji bez żadnej inicjatywy z naszej strony.

W ten sposób docieramy do dwóch granic, które uważam za kluczowe w motywowaniu siebie. Pierwszą granicą jest wspomniane wcześniej uznanie stanu bieżącego za niekorzystnego i identyfikacja stanu pożądanego. Po przejściu tej granicy człowiek odczuwa napięcie ponieważ uświadomił sobie, że jego położenie nie jest takie jakiego by oczekiwał. To napięcie osiąga różne natężenie. Może to być lekkie, pojawiające się od czasu do czasu wyobrażenie o stanie pożądanym, któremu towarzyszy westchnienie. Może to być bardziej intensywna irytacja i odpływanie w marzenia. Napięcia te pogarszają nasze samopoczucie i często powodują pogorszenie relacji z najbliższymi (tym bardziej, jeśli ich bezpośrednio dotyczą).

Podjęcie konkretnego działania i próba złagodzenia napięcia wymaga przekroczenia drugiej granicy. Jest to granica „nigdy więcej”. Po osiągnięciu tego punktu człowiek jest zdeterminowany i rozpoczyna działanie. Dlaczego nazywam to granicą, a nie po prostu podjęciem decyzji? Ponieważ chcę uchwycić płynność tego zdarzenia i podatność na wiele czynników zewnętrznych. Podjęcie decyzji sugeruje, że osiągnęliśmy pewien stan, dojrzałość do niej. Przekroczenie granicy następuje czasami w nieoczekiwanych momentach. Tutaj dochodzę to trzeciego ważnego punktu: Wyzwalacza zmian.

Wyzwalacz zmian to zdarzenie, okazja, szansa, uświadomienie sobie czegoś, wszystko to co popycha nas do działania. Często wyzwalaczem jest okazja. Okazję rozumiem jako stanięcie przed wyborem, którego jedną z możliwych alternatyw jest ułatwione przejście do stanu pożądanego. By okazja mogła stać się wyzwalaczem, musi być dostatecznie atrakcyjna by dosięgnąć nas na kontinuum dwóch decyzji. Czasami, jeśli napięcie wywołane stanem niepożądanym nie jest dostatecznie duże, stosunkowo atrakcyjna okazja nie stanie się wyzwalaczem. Innym razem, gdy będziemy o krok od osiągnięcia drugiej granicy, wyzwalaczem może być okazja o wiele mniejszej potencjalnej sile wyzwalania zmian.

Teraz, gdy mniej więcej wiemy jak to działa, należałoby sobie odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego tak wielu ludzi nie przeprowadza konsekwentnie zmian w swoim życiu. Powyższy teoretyczny opis nie oddaje trudności z jaką ludzie przechodzą te dwie granice. Pierwsza granica to przeważnie konieczność przyznania się do porażki. To nikomu nie przychodzi łatwo. To także wytworzenie napięcia, które łatwiej jest stłumić lub odsunąć (za pomocą alkoholu, hobby, zaprzeczenia, usprawiedliwiania się itd.) niż przejść do szukania dróg do lepszego życia. O ile jednak pierwsza granica zostanie osiągnięta, to droga do drugiej jest o wiele dłuższa, a samo osiągnięcie jej bardziej problematyczne. Wiąże się to często z pójściem pod prąd. Złamaniu stereotypów, przekroczenia barier społecznego przyzwolenia, status quo. Do tego już potrzeba albo wielkiej determinacji, albo wielkiej siły. Skąd przecież wziąć tą siłę, skoro przez całe życie tkwiło się w marazmie, poddając się losowi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz