W moich rozważaniach nad motywacją natknąłem się na bardzo mylącą rzecz. Przyjęło się uważać, że jeśli będziemy dostatecznie dużo oczekiwać od życia to życie odwdzięczy się tym tego oczekujemy. Jeśli będziemy wystarczająco mocno zmotywowani to osiągniemy wszystko. Dzisiaj odpowiedziałbym na to: Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego jak wiele oczekujemy i czy te nasze oczekiwania są prawidłowo wyrażone. Wyobraźmy sobie biegacza, który regularnie trenuje i ma wysokie oczekiwania względem siebie. Mianowicie założył sobie, że co miesiąc będzie pobijał swój życiowy rekord. Od razu widać, że takie oczekiwanie nie jest na dłuższą metę utrzymywalne. Z początku idzie łatwo, ponieważ bardzo szybko widać pierwsze postępy. Jednak w miarę upływu czasu biegacz ten przekonuje się, że bywają dni lepsze i gorsze, a forma fizyczna polepsza się i pogarsza bez wyraźnych przyczyn. W końcu dojdzie on do punktu w którym będzie musiał uznać, że jego oczekiwania są nierealne, lub zniechęcony zaprzestanie treningu.
Niestety zauważyłem, że w moim życiu bardzo często zachowuję się jak taki biegacz. Nie mam sprecyzowanych celów, a jedynie kierunki w których chciałbym się poruszać. Na pytanie ile chciałbym zarabiać odpowiadam – więcej. Ile chciałbym wiedzieć? Więcej. Ile chciałbym zwiedzić? – Więcej itd. Oczekiwania te są oczywiście tyle niedoprecyzowane co nieutrzymywalne. W rzeczy samej brak konkretnej odpowiedzi na takie pytania prowadzi do zatarcia motywacji. Pomijając w tej chwili inne ograniczenia jakie zatrzymują mnie – bezzasadne oczekiwanie „więcej, ale na pewno nie mniej” wręcz zniechęca do wysiłków.
Wracając do biegacza – wyobraźmy sobie jego ulepszoną wersję. Tym razem biegacz ten przyjął realne i konkretne założenie wyniku jaki chce osiągnąć. Trenuje ciężko by dopiąć swego i albo to osiąga albo jest zmuszony skorygować swe oczekiwanie w dół. Pytanie jakie się jednak nasuwa brzmi: Co dalej, jeśli biegacz osiągnie zadany sobie wynik? Oczywiście może zadowalać się utrzymywaniem w odpowiedniej formie, ale intuicyjnie wiemy, że utrzymywanie dokładnie takiej samej formy nie jest realne. Musi ona się polepszać i pogarszać więc dlaczego nie przyjąć nowego, wyższego celu? W ten sposób znajdujemy się albo w ślepej uliczce (wynik osiągnięty i koniec treningów) albo z powrotem w sytuacji pierwszej (ciągłe podwyższanie celów w nieskończoność, tym razem w formie metody kija i marchewki).
Widzimy na tym przykładzie, że o ile sytuacja druga jest lepsza od pierwszej, to jednak nie jest dobrym rozwiązaniem w dłuższym terminie. Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem problem leży nie w tym gdzie postawimy sobie poprzeczkę, ale w tym, że chcemy ją za wszelką cenę stawiać. Wynik jaki osiągamy (w jakichkolwiek jednostkach go nie mierzyć) jest jedynie skutkiem naszych działań. Wynik na mecie jest skutkiem treningu, a nie odwrotnie. Złapałem się na tym, że często stawiam sprawy na głowie właśnie przedstawiając sobie skutek jako przyczynę (pracuję bo chcę zarabiać, biegam bo chcę być w formie itd.). Czy jednak tak musi być? Moim zdaniem nie. Najpiękniejsze w czynnościach, które uwielbiam wykonywać jest samo ich wykonywanie. Jeśli naprawdę czegoś chcę to cieszę się na samą myśl, że mnie to czeka. W ten właśnie sposób odróżniam to co mnie pasjonuje od tego do czego jestem zmuszony. Nie przyszłoby mi do głowy ustanawiać sobie poprzeczek w czynnościach których wykonywanie jest dla mnie czystą radością. Niemniej – jeśli zauważam w nich swój postęp – cieszę się jeszcze bardziej. W żadnym zaś razie brak takiego postępu nie zraża mnie do ich wykonywania, a co najwyżej do przemyślenia sposobu w jaki je wykonuję.
Oczywiście są sytuacje w których postawienie sobie poprzeczki jest niezbędne. Czasami gonią nas terminy, oczekiwania, zobowiązania. Nie pozwólmy jednak by wszystko co robimy było robione pod takie dyktando. Cała sztuka polega na właściwym sformułowaniu swojej motywacji. Jasne i przejrzyste cele motywują nas do działania, ale cele źle postawione mogą nad z tego działania odebrać całą przyjemność.
Tak zatem tłumaczę przewrotny tytuł. Jeśli podejmujemy jakieś działanie tylko i wyłącznie ze względu na oczekiwany konkretny wynik, a nie pasję i przyjemność – odbieramy sobie tą przyjemność utrudniając osiągniecie wyniku, a kiedy już go osiągniemy to będzie to puste zwycięstwo w wyniku którego znajdziemy się w pustym zaułku lub wyścigu szczurów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz