Czy to jest tak, że najważniejsze są fundamenty i to co leży u podstaw mnie, czy to jest tak, że pozory tworzą esencję mnie (czyli „esencja” nie istnieje). Z jednej strony moc autoafirmacji, która ma służyć zaaplikowaniu sobie z zewnątrz odpowiednich bodźców, odpowiednich „programów”, które mają zostać zasymilowane i odbijać w czynach mniej świadomych założenie przemycone w autoafirmacji. Z drugiej stony to jaki jestem naprawdę, moje wewnętrzne życie odbija to jaki jestem na zewnątz. Myślę, że jest to droga dwukierunkowa. Mogę odbierać i nadawać sygnały i jeśli te wrota są otwarte, to wrota te mogą służyć zarówno do nadawania jak i odbierania sygnałów.
Taka myśl: Nie sądź, że zło raz wpuszczone pod twój dach może pozostać pod nim niezauważone. Zło czające się w kącie, skrywane wstydliwie, kiedyś wyjdzie. Nie można stosować wybiórczej taktyki. Akceptować złe rzeczy i jednocześnie zaprzeczać, że mają na ciebie jakikolwiek wpływ. To jest główny argument przeciw Machiavelizmowi, jak sądzę. Nie można bratać się z szubrawcem dla osiągnięcia szczytnego celu, ponieważ nie można mieć pewności jaką rolę szubrawiec odegra w całym przedsięzięciu. To tylko przykład. Nie można robić złych rzeczy w imię dobra. Ta idea jest bardzo pociągająca i wydaje się atrakcyjna, jako że oferuje nam skrótowe przejście do dobrego celu, jako, że zazwczyaj bardziej radykalne, złe uczynki wydają się drogą szybką i bardziej skuteczną. Jednak tym sposobem można dojść do dużych absurdów. Jak daleko można się posunąć w służbie dobra? Jak wiele zła można uczynić czyniąc dobro, zanim szala nie przeważy się na drugą stroną i okaże się, że zrobiliśmy w efekcie więcej zła niż dobra? Nie traktuję tutaj dobra i zła w tradycyjnym zrozumieniu. Chodzi o zmienne, niezdefiniowane kategorie. Zatem droga na skróty nie jest w porządku. Oznacza to konieczność bezkompromisowych rozwiązań. Jeśli mam np. Zamiar nauczyć się angielskiego, to nie mogę udawać, że się uczę (nawet przed sobą), tylko robić to jak mogę najlepiej i najskuteczniej (tym bardziej, że wybór metod jest ogromny, a i świadomość ich istnienia nie jest ukryta). Myślę, że problemem nie jest układanie planów, ale ich wykonywanie. Rzetelna praca nad sobą i wyznaczonymi celami nie jest łatwa ani prosta. Jednak nie można jej zarzucić dążąc do perfekcji. Pytanie, czy dążenie do perfekcji jest na miejscu i warte wysiłku, jest kwestią osobną. Cóż jednak innego może być godne wysiłku i co innego jeśli nie to? Życie w szarości i kieracie nie jest żadną alternaywą. Utrzymywanie raz zdobytych pozycji to tkwienie w marasmie. Z drugiej strony mamy tylko upadek, czyli stopniowe staczanie się (lub gwałtowne).
Pozycja nr. 1. – Myślenie sercem. Jest to technika (no nie wiem), sposób dochodzenia do decyzji, rozważania problemów, opierający się tak samo na czysto logicznym osądzie co na emocjach. Z jednej strony należy rozważać wszelkie za i przeciw, kalkulować szanse i obliczać korzyści, jednak trzeba też zdać sobie sprawę, że rozum nie ma dostatecznej siły obliczeniowej by wszystko objąć. Tutaj wchodzą do akcji emocje. Ostatecznie należy mieć zawsze na uwadze także emocjonalny aspekt. Nie robić niczego „wbrew sobie”. Czasami to właśnie emocje zapewniają sukces. Weźmy przykład banalny: kupno laptopa. Rozważywszy wszelkie za i przeciw mogę stwierdzić, że taka zabawka byłaby bardzo przydatna i wygodna. Z drugiej strony oszczędność czasu (główny argument za), nie byłaby taka duża (biorąc pod uwagę, że takie urządzenie samo w sobie jest dużym pożeraczem czasu). Finansowo mógłbym sobie na to pozwolić, jednak z drugiej strony obecność jakichś oszczędności na koncie też byłaby mile widziana. Sprawa wydaje się patowa. Drąży mnie i wciąga, aż w końcu dla świętego spokoju kupuję laptopa, tylko po to by się przekonać, że miałem rację we wszelkich rozważaniach. Należy pamiętać, że 99% (jeśli nie 100%) wszelkich spraw nie ma konkretnego dobrego rozwiązania. Kupno laptopa może być dobre i może być złe, zależy kto to będzie oceniał i jakie kryteria weźmie pod uwagę (i nie jest to relatywizm). Tutaj wkraczają emocje. Wystarczy zastanowić się nad różnymi alternatywami i poczuć co ma dla mnie większą wartość. Posiadanie oszczędności, czy laptopa (w wielu wariaciach, kombinacjach itp.) Nie piszę tego by dać sobie odpowiedź na to pytanie, to miał być tylko przydkład. Funkcje, które miałby spełniać laptop (oszczędność czasu i mobilność nauki języka, i tego dziennika) może z powodzeniem spełnić karta SD (do tego przyda się do aparatu), jednak nie o to chodzi. Sedno sprawy tkwi w tym, by ostatecznie rozwiązać męczący problem i zamknąć go do czasu aż pojawią się nowe okoliczności.
Pozycja nr. 2. – Życie społeczne. Wyrażanie siebie jest jedyną drogą zaistnienia w społeczeństwie. Od tej strony, sięgam głębiej w temat niż poprzednim razem (broszura). Wyrażanie siebie jest takie jakim ja jestem. Dwie sprawy: Jak wyrazić siebie, oraz jak pracować nad sobą, by polepszyć życie społeczne i wyrażanie siebie?
Pracę nad sobą na razie odkładam. W jaki sposób zatem wyrażać siebie. Czasami próbuję uchwycić moment swojego stanu umysłowego i wyrazić go społecznie, jednak nie jest to dobra droga (zawsze uchwytuję tylko pustkę). Jeszcze nigdy nic z tego nie wyszło. Może jest tak dlatego, że wyrażanie siebie nie może być wyrażeniem siebie samego w sobie, musi mieć jakąś treść. Jaką treść bowiem może mieć „ja tu i teraz”? Ja tu i teraz jest pustką, ale ja w konkretnej sytuacji społecznej, w zestawieniu z osobą , wydarzeniem, konkretnym problemem może mieć już jakiś wydźwięk. Ja tu i teraz musi mieć nadaną treść, niczym samochód musi mieć paliwo by ruszyć, i pokazać swoje możliwości. Tego nie da się dalej teoretyzować, spróbuję.
Pozycja nr. 3. – Rzetelna praca. Została już wyłożona wcześniej. Rzetelna praca i bezkompromisowość. Jeśli chcę osiągnąć efekt muszę zaangażować wszystkie dostępne siły by ten efekt osiągnąć. Inaczej ryzykuję, że siły które angażuję utracę bezpowrotnie, jeśli mi się nie uda. Wszystkie dostępne siły nie mogą natomiast oznaczać wszelkich dostępnych środków. Ważne jest jak dochodzi się do celów. Nie tylko cel, ale i droga do niego określa człowieka i staje się jego częścią (niczym w protestanckiej etyce pracy).
Tym razem nie będzie nic o duchach, zjawach i problemach globalnych (bo niby dlaczego miałoby być).
sobota, 30 września 2006
Przesłanki działań i decyzje
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz