Ogólnie to chciałbym to napisać: Pieprzony kierat. W pieprzonym kieracie nigdy nie zastanawiasz się co chciałbyś robić tu i teraz, tylko patrzysz na zegarek, a on ci mówi co teraz powinieneś robić. Tak, tak wygląda kierat. Czy moje życie jest kieratem, i to do tego pieprzonym? To zależy tylko odemnie. Dzisiaj np. Nie miałem zamiaru słuchać zegarka i zostać bo „jeszcze nie czas”, ale sam fakt, że obudziło to we mnie napięcie nie jest zbyt pocieszający. To znaczy, że jakiś tam kierat żyje we mnie. Koło dnia, pętla zegara zaciska się na każdej szyi, która nie chce przyjąć do siebie swojej własnej tożsamości. To jednak nie jest tak, że zegarek dyktuje, zegarek rozkazuje. Sam przecież wepchałem się na te tory i z drugiej strony jest to też wyrazem mojej woli. Gdybym nie słuchał zegarka i nie zaczynał codziennie, regularnie uczyć się angielskiego, to nigdy bym się go nie nauczył. To wola i upór do jej przeprowadzenia jest fundamentem sukcesu, ale czasami też trzeba umieć się zbuntować, by wiedzieć, że jest jeszcze coś takiego jak spontaniczność i wolne opadanie. Generalnie w założeniu dziennik miał mieć pozytywny wydzwięk, ale nie będę się trzymał żadnych założeń.
Jak uchwycić nić myśli, która mogłaby mnie zaprowadzić do samego siebie? Czy mam wsłuchać się w moją wyobraźnie, czy mam napisać wiersz, czy może mam przemyśleć wszystko to od początku? Nic nie mam, i nic nie muszę.
Wszystkie wielkie myśli z ostatniego okresu: Sen, Śmierć, Cywilizacja, Osobowość społeczna, jakoś mi zbladły po sobotnim wyłożeniu ich sobie. Mają jeszcze trochę pazura w sobie, może czekają gdzieś na kolejny etap, może jeszcze nie czas na nie.
Mimo, że jest ciągle ciepło, ja już czuję jesień, to jest we mnie, jesień zawsze znajduje szybką drogę do mojego serca. Może zresztą sam jej szukam. Jesień jest taka bardzo specjalna, spokojna, moja...
Jeśli dzisiejszy dzień miał jakiś kolor to byłby to blado-niebieski, bez mocniejszych akcentów. Nawet dosyć miły, ale nic ciekawego.
Ale mi się akapituje. Rozwątkowany ten dziennik dzisiaj, bez ciągu. Szukam tej nici...
Czekanie zdominowało mnie trochę. Czekanie na Katowice, Październik, Angielski i inne takie. Czekanie na życie bez tego zgniłego domu. Czekanie na cokolwiek, szukanie pracy, życie. Każda chwila zbliża mnie też do coraz większych zmian. Zmian, kroków, które dojrzewają w mojej głowie... Nic o nich nie napiszę.
A to zaklęcie o którym już kiedyś pisałem, może lecieć też tak: Dla mnie liczę się tylko ja. Może tak brzmieć, dlaczego nie. Biorąc pod uwagę te szalenie odkrywcze prawdy z soboty, może to wiele pomóc. Szkoda że nie w zrozumieniu, a jedynie w przeżyciu. Raczej jako założenie jakieś, paradygmat.
Jak uchwycić nić myśli, która mogłaby mnie zaprowadzić do samego siebie? Czy mam wsłuchać się w moją wyobraźnie, czy mam napisać wiersz, czy może mam przemyśleć wszystko to od początku? Nic nie mam, i nic nie muszę.
Wszystkie wielkie myśli z ostatniego okresu: Sen, Śmierć, Cywilizacja, Osobowość społeczna, jakoś mi zbladły po sobotnim wyłożeniu ich sobie. Mają jeszcze trochę pazura w sobie, może czekają gdzieś na kolejny etap, może jeszcze nie czas na nie.
Mimo, że jest ciągle ciepło, ja już czuję jesień, to jest we mnie, jesień zawsze znajduje szybką drogę do mojego serca. Może zresztą sam jej szukam. Jesień jest taka bardzo specjalna, spokojna, moja...
Jeśli dzisiejszy dzień miał jakiś kolor to byłby to blado-niebieski, bez mocniejszych akcentów. Nawet dosyć miły, ale nic ciekawego.
Ale mi się akapituje. Rozwątkowany ten dziennik dzisiaj, bez ciągu. Szukam tej nici...
Czekanie zdominowało mnie trochę. Czekanie na Katowice, Październik, Angielski i inne takie. Czekanie na życie bez tego zgniłego domu. Czekanie na cokolwiek, szukanie pracy, życie. Każda chwila zbliża mnie też do coraz większych zmian. Zmian, kroków, które dojrzewają w mojej głowie... Nic o nich nie napiszę.
A to zaklęcie o którym już kiedyś pisałem, może lecieć też tak: Dla mnie liczę się tylko ja. Może tak brzmieć, dlaczego nie. Biorąc pod uwagę te szalenie odkrywcze prawdy z soboty, może to wiele pomóc. Szkoda że nie w zrozumieniu, a jedynie w przeżyciu. Raczej jako założenie jakieś, paradygmat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz