czwartek, 9 grudnia 2010

Trochę o emocjach

Co zrobić by wszyscy mnie lubili, chcieli ze mną przebywać, a świat otworzył przedemną wszystkie drzwi swych możliwości?

- Poczuć się dobrze.

Jeśli chcesz by ludzie naprawdę cię polubili, musisz zdać sobie sprawę z tego, że nie potrzebujesz żadnych związków (nie chcesz być związany), nie potrzebujesz także wskazówek ani instrukcji (kto lubi by mu wskazywano lub go instruowano?), nie są ci potrzebne sztuczne uśmiechy ani tematy konwersacji. Ogólnie możesz spokojnie odrzucić wszystko co jest rzeczownikiem, ponieważ rzeczowniki udające czasowniki są tylko imitacją procesów, a my potrzebujemy właśnie procesów. By inni cię lubili musisz lubić siebie – to jest fundament. Musisz lubić innych – to ściany. Musisz szczerze cieszyć się obcowaniem z sobą i innymi – to dach. Reszta to upiększenia i udziwnienia.

Wszelkie poradniki i książki typu „100 sposobów by być szczęśliwym” przekazują nam wiele technicznych informacji jak „powinniśmy” działać by osiągnąć cel. Ludzie zwani autorytetami tylko dlatego, że przez X lat powtarzali jakieś memy za innymi autorytetami, pouczają nas i pokazują jak powinien wyglądać świat. Tymczasem wszelkie te informację to kognitywne wynurzenia, zero-jedynkowe prawdy lub fałsze, których nikt nigdy nie zweryfikuje w praktyce, ponieważ każdy z nas jest człowiekiem, a nie maszyną. Dosyć sprawnie tworzymy konstrukty rzeczywistości w naszych głowach, wirtualne rzeczywistości, gdzie logiczne następstwa zdarzeń są przewidywalne. Jednak świat wydaje się być: nielogiczny, niesprawiedliwy i nieuporządkowany. Być może chaos jakiego doświadczamy ma jakiś nadrzędny porządek, którego nie jesteśmy w stanie objąć, być może obejmą go fizycy w którejś kolejnej genialnej teorii. Tu i teraz jednak jesteśmy skazani na nieodnalezienie się w bezmiarze bezładu.

Dlatego jeśli chcesz naprawdę polepszyć jakość swego życia i sprawić by było dla ciebie radością i szczęściem, miast pasmem klęsk, jest na to dobry sposób: Znajdź go sam. Wszystko co musisz zrobić to wsłuchać się w swój emocjonalny mechanizm, który to kieruje twoim całym życiem, by znaleźć odpowiedzi na pytania:

1) Które rzeczy kocham robić tak bardzo, że będę je kochać robić, nawet jeśli będą mi za to płacić?

2) Których z tych rzeczy jestem w stanie nauczyć się robić tak dobrze, by uzyskać bardzo duży przyrost efektywności w stosunku do wydatkowanych zasobów?

Te dwa pytania z grubsza pozwalają na wybór dobrej drogi życiowej kariery. Oczywiście nie odpowiadamy na nie raz na zawsze, ale co jakiś czas weryfikujemy swe odpowiedzi, być może coś się zmieni, pojawią się nowe okoliczności, odkryjemy w sobie inną pasję?

Generalnie żyć dobrze jest zadaniem tak prostym, że aż obraża nasz intelekt. My potrzebujemy skomplikowanych, finezyjnie ułożonych, misternie zaprojektowanych, genialnych sposobów na to i tamto, a tak po prostu poczuć szczęście BEZ POWODU, to potrafi byle idiota. Często słyszymy, że ktoś jest „zwolennikiem prostych rozwiązań” – to w naszym społeczeństwie jest niemała obraza. Zwolennik prostych rozwiązań to pewnie prostak. Szukamy autorytetów, które mają dla nas skomplikowane rozwiązania, bo długie i skomplikowane działania MUSZĄ być mądre, jak niemal wszystko co długie i skomplikowane, a czego nie rozumiemy, jak np. współczesne zarządzanie budżetem. Dawniej wystarczyło wiedzieć, że by się bogacić przychód musi być większy niż rozchód. Teraz aby zarządzać swymi finansami potrzebujemy zatrudnić doradcę finansowego, który skończył fakultet z zarządzania i czasem kosztuje nas więcej niż warta jest jego praca. Tymczasem rozwiązań nie powinniśmy dzielić na proste i skomplikowane, ale na dobre i złe. Tak jak działania matematyczne dzielimy na prawdziwe i fałszywe, a nie na długie i krótkie. Skoro krótkie zadanie rozwiązuje problem to po co szukać rozwiązań długich i skomplikowanych? No właśnie.

Niestety nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że łatwo można zapanować nad swoimi emocjami. Zwykle pozwalamy by emocje panowały nad nami. By zniwelować wpływ emocji na nasze postępowanie zwalczamy je, czasami bardzo intensywne racjonalizując każdy krok, a czasami brutalnie, za pomocą środków chemicznych. Innym częstym sposobem pokonania emocji są sprytne gry wojenne ze samym sobą, systemy kar i nagród, przekonywanie samego siebie i inne sposoby by podstępnie wpłynąć na nasze emocje, tak by kierowały nami zgodnie z naszą wolą. Te wszystkie sztuczki i tricki nie mają sensu dla kogoś, kto bezpośrednio włada swoimi emocjami. Zwykło się mówić, że serce nie sługa, ale i my nie bądźmy sługami serca. Serce, w tym przypadku synonim naszych emocji, to partner, mechanizm, który od wieków pomaga nam podejmować decyzję. Wyewoluował w zupełnie innych warunkach niż ma teraz okazję się wykazać, i dlatego czasami potrzebuje, by trochę przy nim pomajstrować. Nie naprawiamy przecież samochodu modląc się do niego, ani próbując go „oszukać” lejąc wodę zamiast paliwa. Żeby sprawić by samochód jechał w pożądanym kierunku, musimy opanować jego obsługę i pozwolić mu działać w sposób w jaki został zaprojektowany i tak też jest z emocjami.

Jedyną sztuczką jaką stosuję czasami na moich emocjach jest odwrócenie związku przyczynowo-skutkowego. Zwykło się uważać, że nasze stany emocjonalne muszą mieć „powód”. By się uśmiechnąć trzeba zauważyć coś śmiesznego. Spróbuj czasami odwrócić ten pozorny związek przyczynowo-skutkowy. Zaśmiej się z całych piersi bez powodu, a gwarantuję, że niebawem zauważysz coś śmiesznego. Tak też działają emocje. Kiedyś czytałem o przypadku (o ile sobie przypominam, opisane jest to w „7 Habits of Highly Effective People, Stephena F. Covey'a), w którym pewien mężczyzna miał problemy małżeńskie, polegające na braku miłości między nim, a jego małżonką. Rada dla niego brzmiała mniej więcej: czy pamiętasz jak to było gdy kochaliście się bez pamięci? Tak? To jeśli chcesz by tak było znowu – zacznij się tak znowu zachowywać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz