Moje ostatnie przemyślenia na temat pieniędzy zyskały całkowicie nowego znaczenia gdy stałem i rozmyślałem (bo co innego tam robić) w kościele. Zdałem sobie sprawę jak mocno w chrześcijańskiej etyce tkwi i pokutuje to głupstwo o uchu igielnym i wielbłądzie. W rzeczy samej promuje się skromne i ubogie życie. Wychwlaa i wynosi biedę i posłuszeństwo do rangi cnót. Ktoś się zapyta co w tym złego. W gruncie rzeczy sama w sobie reguła dochowania ubóstwa nie jest jeszcze tragiczna. Ale w połączeniu z wymogiem pracowitości (to kolejny gwóźdź chrześcijańskiej etyki), jest bardzo niebezpieczna. Cóż bowiem mówi nam się od maleńkości? Że najlepiej być biednym, a jeszcze lepiej pracowitym i biednym. Prawdziwy wzór cnoty zaś, to człowiek biedny, pracowity i nadstawiający drugi policzek. Czy nie zastanawiało was nigdy kto stoi po drugiej stronie tego równiania? Jeśli ktoś ma ciężko pracować i pozostać biednym, a jeszcze na dodatek zbierać razy, to ktoś inny będzie bogacił się czyjąś pracą i jeszcze będzie bezczelnie innych poganiał batem. Nie widzimy takich wokół nas?
Czy ktoś powtarzając te głupstwa w bezmyślnej mantrze conajmniej 52 razy w roku mógłby wyjść bez szwanku? Wątpię. Zrzućcie te kajdany! Pracujcie tam gdzie osiągniecie satysfakcję, za pożytkiem z waszej uczciwej pracy niechaj płyną pieniądze, a jeśli jakaś tłusta ręka sięgnie po nie, nie zawachajcie się uderzyć.
Na blogu Alexa Barszczewskiego przeczytałem ostatnio, że on kiedyś też był nieśmiały, a pozbył się tej przypadłości zrzucając swój lęk przed zadawaniem pytań innym ludziom. Lęk ostatnio często się przewija przez moje rozmyślania. Chciałbym przeprowadzić w najbliższym czasie eksperyment z takimi zapytaniami o różne sprawy, o które bałem/wstydziłem się ostatnio zapytać. Wyniki postaram się tutaj opisać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz