Nasza „demokracja” jest nią tylko z nazwy. Po pierwsze w wyborach decyduje zazwyczaj jakieś 20-30% ogółu społeczeństwa (uprawnieni do głosowania minus niegłosujący). Po drugie listy wyborcze są tworzone odgórnie przez ludzi, którzy są już u władzy i tylko zmieniają barwy partyjne. Po trzecie Bez machiny partyjnej, która promuje karierowiczów i chamów, nie ma szans na przebicie się do władz (chyba, że jako niezależny rodzynek bez żadnej siły przebicia). Po czwarte dzisiaj o wyniku już i tak zawężonych wyborów decydują specjaliści od PR, czyli magicy socjotechnik lasujący mózgi telewidzów (95% populacji). Nie istnieje wybór pomiędzy programami wyborczymi (wyborcy ich nie czytają), spór w kampanii toczy się o ceny jabłek, a niezależnie od wybranej opcji kierunek jest ustalony z góry (np. kierunek UE). Partie, które nie zgadzają się z kierunkiem są wykluczane przez dziennikarzy i innych polityków z życia publicznego. Bez zaistnienia w życiu publicznym nie ma możliwości zmiany kierunku.
Wyższość narodu została zastąpiona wyższością kultury i „kierunku”. Właśnie dlatego wprowadzamy i finansujemy wprowadzanie tzw. demokracji wszędzie tam, gdzie to się jeszcze nie udało. Wychodząc z założenia, że nasz ustrój jest najlepszy na świecie, a nasza kultura prawna społeczna najbardziej rozwinięta, najeżdżamy zbrojnie lub izolujemy ekonomicznie bądź politycznie kraje nie chcące się przystosować (np. Iran, Białoruś, Kuba). Wróg dzisiaj nazywa się „terroryzm”. Podobnie jak w propagandzie komunistycznej wroga widać tylko w wiadomościach. Nikt nigdy terrorysty nie widział, ale bardzo się go boi. Dlatego od 13 kwietnia 2009 r. UE wprowadza kontrolę wszystkich emaili i rozmów przeprowadzonych przez Internet (rozmowy przez telefony stacjonarne i komórkowe już są rejestrowane od jakiegoś czasu). Wroga można rozpoznać po śniadej cerze. Oczywiście obezwładnienie go natychmiast byłoby krokiem zbyt pochopnym, ale szybkie oddalenie się i powiadomienie władz jest jak najbardziej wskazane. Obrona kraju, narodu i kulturowych wartości wymaga jedności w społeczeństwie, dlatego godzimy się ochoczo na ograniczenia naszych wolności.
Nikt dzisiaj (nawet prawnicy) nie jest w stanie objąć regulacji i przepisów jakie na co dzień trzymają nas w ryzach. Prawnicy muszą się wąsko specjalizować, żeby móc być obeznanymi chociaż w swoim zakresie zagadnień prawnych. Same przepisy podatkowe to gąszcz, który obejmuje każdą dziedzinę życia. Życie w przeregulowanym społeczeństwie wprowadza permanentny niepokój i obawę. Wszechwładne urzędy skarbowe i ZUS-y sieją postrach, patrząc na każdego obywatela jak na potencjalnego przestępcę. Jedno jest pewne: każdy z nas dzisiaj, wczoraj lub przedwczoraj w jakiś sposób złamał prawo. Jeśli niemożliwe jest życie bez łamania prawa to jedynym sposobem by uniknąć kary jest pozostawać niezauważonym przez organy ścigania. Tym właśnie charakteryzuje się państwo totalitarne.
Jeśli coś w międzyczasie nie wyjdzie to za każdym razem jest to powód by zwiększyć regulacje a winą obarczyć resztki wolności jakimi się jeszcze cieszymy. Przykładem jest obecny kryzys do którego doprowadzono lekkomyślną polityką ingerującą w prawa wolnego rynku, ale jako lekarstwo oferuje się dalsze jego ograniczanie.
Nienawiść i pogarda dla innych kultur i stylów życia jest głoszona cały czas przez środki masowego przekazu. Kiedyś potrzebą wojenną był przemysł ciężki i zbrojeniowy. Dzisiaj kładzie się nacisk na miękkie działania wojenne, takie jak wywiad, inwigilacja, grupy uderzeniowe, kontyngenty wojskowe. O wiele łatwiej i taniej jest zmylić ludność lokalną by sama połknęła haczyk niż, tak jak to robiono w pierwsze połowie XX, wpychać haczyk na siłę komuś do gardła.
Faszyzm zmienił imię i ma się coraz lepiej. Korporacje ręka w rękę z aparatem przymusu państwowego monopolizują globalną gospodarkę. Ceną jest skażone środowisko i produkty, które na siłę przystosowuje się do logistycznych wymogów korporacji (chemiczne wydłużone terminy ważności by produkt przetrwał długą drogę do hipermarketu, genetycznie modyfikowane rośliny by lepiej je było uprawiać mechanicznie i seryjnie, fermy drobiowe, których produktem jest twór mięsopodobny itp.). Lokalna przedsiębiorczość i spontaniczna ludzka kooperacja są podkopywane przez socjalne systemy solidarności społecznej i absurdalną redystrybucję dochodów, które stanowią coraz większy ciężar dla społeczeństw. Redystrybucja to oczywiście slogan mający na celu ukrycie prawdziwego celu opodatkowania – dostarczenia pożywki dla pasożytniczej klasy biurokratów i polityków. Jeśli przy okazji sprawia, że ludzie pracują od rana do nocy by móc po opłaceniu danin publicznych utrzymać swe rodziny to jest to jak najbardziej w interesie systemu.
Podstawowym błędem zwykłego człowieka jest to, że daje sobie za każdym razem wmówić, że władza wie lepiej.