niedziela, 15 marca 2009

Przemoc zrehabilitowana

Ostatnio myślałem trochę o celach jakie sobie stawiamy i decyzjach o wyborze kierunku w którym chcemy podążać. Zawsze kiedy myślałem o zrównoważonym oddziaływaniu na otaczającej nas środowisku, wykluczałem z tego obrazu przemoc. Wydawało mi się, że jeśli podejmujemy słuszne decyzje przemoc musi być wykluczona jako zła z natury. Tak byłoby gdyby światem rządziło „boskie przeznaczenie”, a bieg wypadków jest z góry ustalony, a takie myślenie jest jednym z reliktów pokrętnej chrześcijańskiej logi, który należy tępić i wykorzeniać. Świat nie jest ułożony wg żadnego boskiego porządku. Dobra i słuszna droga nigdy zaś nie jest usłana różami. Wręcz przeciwnie. Jeśli chcesz coś przeprowadzić według własnej woli, musisz walczyć. Walka to przemoc. Przemoc, którą rozumiem jako nadawanie rzeczywistości swojego własnego piętna. Bynajmniej nie chodzi mi o agresje, ani o przemoc szkodliwą dla kogokolwiek. Wyobraźmy sobie człowieka doskonale łagodnego, który brzydzi się przemocą do tego stopnia, że nie jest w stanie niczego zmienić. Nie może narzucić swojej woli nikomu, a często po prostu bycie obecnym jest jakąś formą narzucania czegoś (np. norm zachowania się). Tak więc człowiek pozbawiony tak rozumianej zdolności do przemocy byłby powietrzem, przeźroczystym bytem nie do zauważenia. Kluczowe w tym rozważaniu jest rozdzielenie pojęcia przemocy od kontinuum dobra i zła. Czy istnieje dobra przemoc? Oczywiście że tak. Dobrą przemocą jest w moim przekonaniu uświadomienie komuś wyborów jakie przed nim stoją. Jest sprawienie by podupadająca firma stała się kwitnącym przedsiębiorstwem. Rozumiem to jako formę przeciwstawiania się rzeczywistości i „naturalnemu" biegowi wypadków (który w tym rozumieniu jest po prostu czymś co się stanie jeśli nie zainterweniujemy). W tym sensie naprawa samochodu też jest przemocą. Jak najbardziej pozytywną.
Wracając do podejmowania decyzji. Uświadomienie sobie konieczności istnienia pierwiastka przemocy w każdej próbie zmiany rzeczywistości jest bardzo istotne. Wyobraźmy sobie, że mamy wspaniałą wizję jakiegoś przedsięwzięcia, może weźmy jakiś realny przypadek – WOŚP. Naturalnym stanem rzeczy jest „nie-WOŚP”, czyli brak takiej fundacji i akcji w Polsce. Wyobraźmy teraz sobie ile barier w ludzkich głowach należało połamać, ile przejść pod prąd by utworzyć WOŚP. To jest dokładnie to o czym piszę tutaj, i nazywam to z premedytacją przemocą. Piętno jakie masz zamiar odcisnąć na świecie musi być jednak efektem świadomego działania i decyzji, a nie przypadku i płynięcia z prądem. Jeśli będę zachowywał się tak jak wszyscy, robił i myślał to co wszyscy – niczego nie zmienię i nie zostanę zauważony. Jeśli będę świadomie próbował zmienić rzeczywistość – będę musiał pokonywać bariery i kształtować rzeczywistość według siebie. Często robimy rzeczy, których wynik jest daleki od tego co byśmy chcieli. Nakrzyczymy na partnera bo „nic nie rozumie”. Z jednej strony wydaje nam się, że działamy w słusznej sprawie uświadomienia mu czegoś – efektem jest brak zrozumienia między nami i jeszcze większy opór jaki stawia partner. Mamy tutaj wszystko o czym pisałem wcześniej, ale w wersji gdzie rzeczy poszły źle. Stan niepożądany – przemoc – stan niepożądany. Dlaczego? Ponieważ działanie było nieświadomym pójściem na łatwiznę. Próbą naprawienia drugiego człowieka prostym wciśnięciem guzika, czy też wypowiedzenia kilku magicznych zaklęć odpowiednio głośno by wzmocnić efekt. Cały nasz wysiłek idzie wtedy w to wzmocnienie efektu, wynajdowanie coraz lepszych argumentów na to jak bardzo druga strona jest nieświadoma, naiwna, nierozumna czy jeszcze tam coś innego. Jak należałoby tutaj zastosować przemoc? Przedewszystkim na sobie. Zmusić się do opanowania własnej reakcji agresji i gniewu oraz chęci natychmiastowego naprawiania partnera. Drugim krokiem musiałaby być próba nawiązania porozumienia, czyli wymiany prawdziwych motywów naszego postępowania. Rozwiązanie problemu może leżeć w prostym wyjaśnieniu sobie kilku spraw, nie jest to łatwa droga i wymaga więcej wysiłku, ale też o wiele więcej można nią zmienić – jest to przemoc bardziej efektywna.
Drugim bardzo ważnym czynnikiem w tej materii jest konsekwencja. Jeśli zamierzamy coś zmienić i odcisnąć to piętno na rzeczywistości – musimy liczyć się z barierami i sprzeciwem ludzi. Musimy się z nimi liczyć, ale nie wolno nam im ulegać. Oczywiście należy wysłuchać kontrargumentów i przemyśleć je w swojej głowie, ale jeśli uznamy, że nie są słuszne, należy to otwarcie powiedzieć i dalej przeć w swoją stronę. Będzie to sprawiało problemy, będziesz uznany za kłopotliwego człowieka, mąciwodę, krzykacza, może nawet burzyciela porządku, dywersanta. Jakkolwiek nie będą chcieli cię nazwać, wolno ci słuchać tylko rzeczowych argumentów. Tutaj pojawia się konsekwencja jako kluczowy wskaźnik tego czy jesteś mąciwodą czy prawdziwym liderem zmian. Jeśli będziesz zmieniał zdanie, wahał się bez wyraźnego powodu, rezygnował bez podania przyczyn, jedyne co osiągniesz to zamieszanie i spadek zaufania do ciebie w przyszłości. I odwrotnie. Jeśli będziesz konsekwentny, rzeczowy i będziesz robił do końca to co uważasz za słuszne – ludzie uznają cię za kogoś godnego zaufania i uwagi, ale to nie jest cel – a jedynie efekt uboczny.
Tak więc świadome i konsekwentne stosowanie przemocy jest kluczowe dla ludzi czynu. Pamiętajmy, że wiele z rzeczy, które dziś uważamy za wielkie osiągnięcia naszej cywilizacji, kiedyś były przestępstwami. Wielcy ludzie też zazwyczaj byli burzycielami porządków by potem ich przykład mógł stać się kanonem porządków nowych. Nie nawołuję tutaj do mieszania dla samego mieszania, ale do mieszania bez zahamowań, gdy jesteśmy przekonani co do własnej słuszności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz