sobota, 27 grudnia 2008

Autostrada przez ucho igielne

Moje ostatnie przemyślenia na temat pieniędzy zyskały całkowicie nowego znaczenia gdy stałem i rozmyślałem (bo co innego tam robić) w kościele. Zdałem sobie sprawę jak mocno w chrześcijańskiej etyce tkwi i pokutuje to głupstwo o uchu igielnym i wielbłądzie. W rzeczy samej promuje się skromne i ubogie życie. Wychwlaa i wynosi biedę i posłuszeństwo do rangi cnót. Ktoś się zapyta co w tym złego. W gruncie rzeczy sama w sobie reguła dochowania ubóstwa nie jest jeszcze tragiczna. Ale w połączeniu z wymogiem pracowitości (to kolejny gwóźdź chrześcijańskiej etyki), jest bardzo niebezpieczna. Cóż bowiem mówi nam się od maleńkości? Że najlepiej być biednym, a jeszcze lepiej pracowitym i biednym. Prawdziwy wzór cnoty zaś, to człowiek biedny, pracowity i nadstawiający drugi policzek. Czy nie zastanawiało was nigdy kto stoi po drugiej stronie tego równiania? Jeśli ktoś ma ciężko pracować i pozostać biednym, a jeszcze na dodatek zbierać razy, to ktoś inny będzie bogacił się czyjąś pracą i jeszcze będzie bezczelnie innych poganiał batem. Nie widzimy takich wokół nas?

Czy ktoś powtarzając te głupstwa w bezmyślnej mantrze conajmniej 52 razy w roku mógłby wyjść bez szwanku? Wątpię. Zrzućcie te kajdany! Pracujcie tam gdzie osiągniecie satysfakcję, za pożytkiem z waszej uczciwej pracy niechaj płyną pieniądze, a jeśli jakaś tłusta ręka sięgnie po nie, nie zawachajcie się uderzyć.

Na blogu Alexa Barszczewskiego przeczytałem ostatnio, że on kiedyś też był nieśmiały, a pozbył się tej przypadłości zrzucając swój lęk przed zadawaniem pytań innym ludziom. Lęk ostatnio często się przewija przez moje rozmyślania. Chciałbym przeprowadzić w najbliższym czasie eksperyment z takimi zapytaniami o różne sprawy, o które bałem/wstydziłem się ostatnio zapytać. Wyniki postaram się tutaj opisać.

czwartek, 25 grudnia 2008

Praca, autorytet i networking

Mam kilka autorytetów w swoim życiu. Ludzi mniej lub bardziej znanych. Myślałem na tym co ich łączy. Najwyraźniejsze i najbardziej podkreślane przez nich jest ich podejście do pracy. Praca jest niekłamaną pasją. Czymś co wykonywaliby z pewnością (przynajmniej mam takie wrażenie), nawet jeśli nie przynosiłaby im pieniędzy. Duży nacisk kładą na profesjonalizm i jakość swojej pracy. Dzięki temu są bardzo dobrze w tym co robią i dzięki temu mogą sobie pozwolić na to by co jakiś czas wykonywać tą pracę dla czystej przyjemności (bez zapłaty), gdy uznają to za uzasadnione.

Ludzie ci podkreślają także, że to co robią nie jest wynikiem jakiegoś nieprzeciętnego geniuszu i zachęcają wszystkich innych do spróbowania takiego podejścia do życia. Wich ustach brzmi to jak coś niezmiernie łatwego, prostego. Wszyscy oczywiście nie mogą być najlepsi, ale wszyscy mogą być jeszcze lepsi niż są teraz. Wyobraźmy sobie, że wszyscy tak myślą...

Nie piszę tutaj o jakimś chorym perfekcjoniźmie, lae o szczerym i rzetelnym wykonywaniu swej pracy. To trochę tak jak z tym, że nie każdy może pracować na swój własny rachunek..., a po chwili dochodzimy do wniosku, że tak czy inaczej każdy pracuje na swój rachunek czy chce tego czy nie. Świat byłby lepszy gdyby każdy zdał sobie z tego sprawę. Wcale nie musimy nagle wszyscy naraz zacząć się przejmować losem całego świata.

Networking. Nie lubiałem nigdy tego słowa, ale wcześniej nie zdawałem sobie do końca sprawy czym naprawdę jest. Uważam, że nowa w tym pojęciu jest tylko nazwa. Idea ta opiera się na niczym innym jak na współpracy i wymiani z innymi ludźmi. Trudo uznać to za odkrywcze, ale na tym opiera się społeczeńśtwo. Pytanie tylko czy będę je wciąż na siłę widział po Nietzschiansku - jako mojego wroga no1, czy może spróbuję budować świadomie relacje. Ta świadomość robi dużą różnicę. Nie oznacza to zimnego i wyrachowanego "budowania kariery" poprzez kontakty z "właściwymi ludźmi". Raczej położyłbym na dywersyfikacje kontaktów i doświadczeń. Jeśli będziemy na siłę starali się wplątywać w naszą sieć ludzi, których "warto mieć w portfolio", może okazać się, że taka słaba, wymuszona więź będzie słabym ogniwem w naszej sieci, a jak wiadomo kilka luźnych cegieł może udaremnić wysiłek budowania największej ściany.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Pytajmy!

Często zastanawiałem się jak rozpocząć rozmowę. Podziwiałem zawsze ludzi, którzy mają dużo do powiedzenia i zawsze znajdują temat. Chciałem posiąść umiejętność takiego rozpoczynania rozmowy. W sytuacjach gdy zapadała cisza, usilnie w głowie szukałem tematu i zazwyczaj nie mogłem go znaleźć. Oczywiście źle szukałem. Zamiast prób zabłyśnięcia czymś do powiedzenia mam inną receptę na rozmowę: pytania. Otwarte pytanie jest idealnym startem. Wypełnia wiele dobrych zadań, że wręcz nie wypada nie zapytać!

- rozpoczyna rozmowę,

- sprawia, że rozmówca się ożywia bo zmuszamy go do myślenia i odpowiedzi

- daje mnóstwo kolejnych okazji by kontynuować rozmowę. Można przejść do mówienia od siebie, drążyć dalej temat pytania, w ostateczności spuentować odpowiedź,

Pytajmy!