Czy nie chodzi mi cały czas o to Podniesiona głowa, duma i podniecenie z niej płynące. Szukam siebie ostatnio, tak to już wiemy. Napiszę SMSa... szukam siebie nadal. Szukam w zakamarkach tego dnia siebie... i nie widzę. Oczywiście pomijam tutaj proste rozróżnienie na chwile klęsk i zwycięstw. To jasne, że widzimy siebie w zwycięstwach, a w porażkach widzimy kogoś innego. Ale czy istnieję ja? Nie potrafię tego zobaczyć. Jakkolwiek bym się nie starał, nie potrafię powiedzieć, że jestem zbiorem takich a takich cech, skłonności czy emocji. Nic stałego, określającego mnie nie przychodzi mi do głowy, i chodzi mi tutaj o cechy charakteru, o tzw. Osobowość. Istnieje ona tylko w głowach ludzi, którzy na mnie patrzą, i wnioskują o niej, której nie ma, a wiem to tylko ja. To nic, że dzieje się to w głowie każdego myślącego człowieka. To nic jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że każdy uważa się za wyjątkowo wyjątkowego, wybranego do cierpienia za cały wszechświat. To dlatego zabrano nam osobowości, a ci wszyscy na około je mają. Próbują nam dać wskazówki, czyż nie? Naprowadzają nas chytrze każdym spojrzeniem, każdym ruchem na to jacy są. Jakże chętnie ich po tym poznajemy. My to co innego, nami rządzi przypadek. No chyba, że zdarzy się coś pomyślnego. To na pewno nasze umyślne działanie. Szukam czasami jakiejś drogi, by nie powiedzieć zaklęcia. Bo skoro wszystko zależy od nastawienia w naszej głowie, to czy nie może istnieć jakieś zaklęcie, które nas wprowadzi w nastrój zapewniający nam takie nastawienie do świata w którym nic nie stanie nam na przeszkodzie? Czy jeśli wszystko zależy od nastawienia, to czyż nie mogę zmienić się teraz, zaraz, bo tego chcę? Próbowałem znaleźć tą drogę i nie bardzo wychodzi mi to. Myślę jednak, że nie mylę się tak całkowicie i w istocie wszystko zależy od nastawienia. Nastawienia jednak nie da się zmienić tak sobie. Nie da się pić codziennie alkoholu, niedosypiać, mieć 100 nierozwiązanych problemów ciągnących się za tobą i jeszcze do tego jednym słowem zmieniać swoje nastawienie. Trochę to się wydaje naiwne i w istocie jest to naiwne myślenie. Dlaczego jednak mu nie hołdować skoro obiecuje tak wiele za tak niewiele? Wszak niewiele to znaczy, że z grubsza nawet wiemy jak się wprawić w dobre nastawienie. Wystarczy dbać o swoje zdrowie, szybko rozwiązywać swoje problemy, nie martwić się problemami których rozwiązać się nie da, i... to wszystko z grubsza. Tylko po co to robić, skoro istnieje mały płomyk nadziei, że jednak istnieje to zaklęcie. Wystarczy jeszcze tylko wystukać postanowienie, że od jutra zmieniam swoje nastawienie. Wystukać i z głowy. Można iść spać i niech życie toczy się dalej... Chyba jednak szkoda słów.
czwartek, 17 sierpnia 2006
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz