Piszę teraz bo coś mi się nie podoba w moim nastawieniu do życia. Myślę, podejrzewam, że za bardzo chcę kontrolować rzeczy i staję się przez to bardzo zgorzkniały. Poza tym ciągle poszukuję jakiejś formuły, która uwolni moją wyobraźnie i pozwoli mi wzlecieć, być bardziej aktywnym i kreatywnym, szczególnie w kontaktach z innymi ludźmi. Chyba chodzi tutaj o proste: Być bardziej wesołym i beztroskim, przynajmniej powierzchownie.
Dlaczego sądzę, że to przez chęć kontrolowania, tyle tracę? Ponieważ nie mogę dać sobie luzu, zapomnieć o tym, że trzeba się pilnować. Czy chodzi tutaj także o kontrolę nad samym sobą? Bardzo możliwe, że ciągle ćwiczę sam siebie, próbując być takim jakim chcę być, jakby nie wystarczyło mi to, kim już jestem. W ten sposób nigdy nie osiągnę nawet krzty zadowolenia, jeśli będę musiał zawsze dochodzić do tego jakim chcę być, na zasadzie kija i marchewki.
Potrzebuję czasami uspokojenia. Czuję to teraz. Czuję czasem, że nie potrzebne mi są szalone noce, wielkie wyprawy itp. Coraz bardziej raczej potrzebuję zwykłego oddechu. Trochę spokoju znajduję w pływaniu i bieganiu, ale to jest bardziej w sensie wyżycia się niż uspokojenia. Jak najbardziej ma to swoje pozytywne strony i nie chcę z tych rzeczy rezygnować, ale czy potrafię znaleźć spokój w zwykłym czytaniu książki (dla zwyczajnej przyjemności? Zauważyłem, że już nie czytam dla przyjemności, tylko zawsze w jakimś celu, żeby czegoś „się nauczyć”, jeśli książka dla przyjemności to przynajmniej po angielsku, żeby nie marnować czasu).
Metody w stylu wavebrain generator i inne cuda, nie bardzo mi się podobają. Wydaje mi się, że są krótkotrwałe, poza tym nie lubię być uzależniony od jakiejś maszyny, słuchawek itp. Wydaje mi się, że to jakim chcę być leży w zasięgu ręki, ale nie wiem jak po to sięgnąć. Bardzo chcę być coraz bliżej siebie, swojego ideału, jakim by nie był. Ciągle poszukuję celu. Myślę, że cel wyjaśniłby wiele i bardzo by mi pomógł, ale to nie jest do końca prawda. Dążenie do raz ustalonego i niezmiennego celu nie leży za bardzo w mojej naturze, bardziej wolałem zawsze poszukiwać i zmieniać, próbować. Cofać się i znowu jeszcze raz próbować.
Niemniej cel mógłby coś uporządkować. Moje życie osobiste wcale nie wygląda różowo. Czuję się jak zamknięty w klatce. Życie umyka, a moje młodzieńcze marzenia powoli stają się odległymi mrzonkami. Nie poddaję się całkowicie i ciągle walczę, ale trochę czasem jest to tak, że walczę tylko po to by się móc usprawiedliwić przed samym sobą. Chcę walczyć jednak i będę. Utrzymywanie pozorów leży w moim interesie tak długo jak pod nimi coś się jeszcze kryje. Chociaż mała iskra prawdziwego, szczerego mnie, który jeszcze czegoś chce, i który jeszcze przeciwko czemuś się buntuje.
Potrzebuję spokoju, który ostatnio odnajduję tylko we śnie, a przed snem powoli już nie ma o czym marzyć i pozostaje tylko czekać nań cierpliwie. Szkoda czasu na czekanie. Czy mam jeszcze raz powtarzać czego chcę? Jutro zadanie domowe: Przeczytać dzienniki z poprzednich miesięcy. Czego chciałem? Co z tego osiągnąłem? Czy ta inwestycja czasu i energii chociaż trochę zwróciła się? No jak?
czwartek, 10 maja 2007
Kontrolowanie wszystkiego
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)